[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mieć teraz.
Jego twarz była pełna napięcia, gdy pytał:
- Wiesz, że cię nigdy nie skrzywdzę?
- Wiem. Kochaj siÄ™ ze mnÄ…, Sam.
Zaczął ją całować tak zaborczo, że w końcu zabrakło jej powietrza i
wyrwała się z jego objęć.
- Nie spieszmy się - powiedział niespodziewanie. - Kiedy będziemy się
kochać, chcę, żeby to było naprawdę wspaniałe.
Więc poczekajmy. - Przytulił ją po raz ostatni tego wieczoru i delikatnie
pocałował. - Wracajmy, Kate. Mamy przed sobą całe życie.
Dotarli do Ramindi godzinę pózniej. Większość drogi przebyli w
milczeniu. Kiedy Sam zgasił wreszcie silnik, ujął jej twarz i spojrzał w
oczy.
- Nie wiem, jak mam udawać, że nic się nie stało.
- Znam to uczucie - odparła z uśmiechem.
- Chyba cię znowu pocałuję... %7łeby nie zapomnieć, jak to się robi -
oznajmił poważnie i delikatnie spełnił swą obietnicę. Po chwili oderwali się
od siebie, Sam wysiadł z samochodu i spytał: - Muszę zrobić obchód.
Poradzisz sobie?
Skinęła głową i sięgnęła po bagaże.
- Chyba wezmÄ™ bardzo zimny prysznic.
Gdy się odwróciła, poczuła na ramieniu jego rękę.
- Kate, nie żałujesz?
RS
86
- Nie. - Odwróciła się twarzą do niego. - Nie żałuję.
W każdym razie nie teraz. Może pózniej, kiedy to wszystko będzie
musiało się skończyć. Po co zresztą o tym myśleć?
Gdy z bagażami odeszli kilka kroków od samochodu, zauważyła, że Sam
się uśmiecha.
- Z czego się śmiejesz? - spytała zaczepnie, gotowa również wybuchnąć
śmiechem.
- Właśnie przypomniałem sobie, jak wyglądałaś, kiedy przyprowadzili to
kozlÄ™.
- To nie było śmieszne, Sam!
- Owszem - zgodził się - ale kiedy chciałem z tobą odejść, musiałem im
podać jakiś powód. Byłaś w końcu honorowym gościem i powinnaś zostać
dłużej.
- Właśnie! - Przystanęła. - Miałam cię zapytać, co im powiedziałeś.
- No cóż... - Jego usta zadrgały w tłumionym uśmiechu. - Ponieważ i tak
sądzą, że jesteś moją kobietą, pomyślałem sobie, że to wykorzystam.
Powiedziałem im, że trochę zle się czujesz... - Jego dłoń dotknęła jej
brzucha.
- Sam, nie! - zawołała, gdy dotarł do niej sens jego słów. Nadal się
śmiali, gdy wchodzili na ganek i Sam otwierał
drzwi. Kiedy Kate zajrzała do środka, poczuła, że krew odpływa jej z
twarzy.
Przy biurku siedział Jeremy. Trzymał w dłoni filiżankę kawy, uśmiechał
się i najwyrazniej czuł się jak u siebie w domu.
RS
87
ROZDZIAA JEDENASTY
Stanęła jak wryta, podczas gdy Jeremy niespiesznie wstał i wyszedł zza
biurka. Zlustrował krótkim spojrzeniem Sama, po czym rozłożył szeroko
ramiona i zawołał:
- Kate, kochanie! - Przytulił ją, potem odsunął się i przeniósł dłonie na jej
talię. - Długo cię nie widziałem, ale warto było czekać! - dodał i pocałował
jÄ… serdecznie.
- Jeremy, nie rozumiem... - wykrztusiła i Jeremy ją puścił. - Ty w
Ramindi? Co tu robisz?
Na jego przystojnej twarzy pojawił się wyraz zawodu.
- Kochanie, przecież chciałem cię zobaczyć! Wykrzywił usta w
chłopięcym grymasie, który tak dobrze pamiętała. Zmieszana, nerwowo
potarła ręką czoło i powiedziała sobie, że to chyba sen.
- Tak, ale... Jak? Dlaczego?
Jej zmieszanie najwyrazniej go bawiło, bo odparł wesołym głosem:
- Pracuję teraz w obozie dla uchodzców pięćdziesiąt kilometrów stąd.
Pomyślała, że Jeremy wygląda tak jak zawsze: mimo upału jest
wypoczęty i schludny. Wpatrywała się w niego, rozpaczliwie poszukując
odpowiednich słów. To śmieszne, że w ciągu minionych miesięcy często
wyobrażała sobie ten moment i wtedy wiedziała, jak się zachowa. Teraz
jego przyjazd stanowił dla niej taki szok, że nie była w stanie wymówić
słowa.
Niejasno uprzytomniła sobie wreszcie, że w progu stoi Sam i bacznie im
siÄ™ przyglÄ…da.
- Przepraszam... - szepnęła. - Nie przedstawiłam was sobie. To jest Sam
Brady, a to Jeremy Carter.
Mężczyzni kiwnęli sobie głowami. Jeremy lekko zesztywniał, Sam stał z
nieodgadnionym wyrazem twarzy. Kate wyczuła, że jest zły, choć gdy się
odezwał, jego głos brzmiał spokojnie:
- Co pana sprowadza do Ramindi? Jesteśmy trochę na uboczu i trudno
jest nas odwiedzić bez szczególnego powodu.
- Ja mam powód. - Jeremy chwycił dłoń Kate. - Ja i Kate jesteśmy
przyjaciółmi. Od dawna. - Uśmiechnął się do niej. - Chcieliśmy kiedyś
razem przyjechać do Afryki. Wiedziałem, że ona tu jest, toteż kiedy okazało
się, że jedna z naszych chorych wymaga hospitalizacji, skorzystałem z
okazji. - Spojrzał na Sama, po czym przeniósł wzrok na Kate. - Dużo o tobie
myślałem, kochanie. Mamy sobie tyle do powiedzenia, prawda?
RS
88
Marzyła tylko o tym, żeby to spotkanie okazało się koszmarnym snem. O
czym oni mają rozmawiać? Przecież już wszystko sobie powiedzieli. Jeremy
podjął decyzję: wybrał Annę, a ona, Kate, życzyła im wszystkiego
najlepszego. Może nie była wtedy zbyt szczera, ale teraz, po upływie kilku
miesięcy.., W Afryce odzyskała równowagę, poznała Sama...
- Jestem zaskoczona, Jeremy - rzekła opanowanym wreszcie głosem i
zerknęła na zegarek. - Wybacz, ale muszę zrobić obchód. - Spojrzała na
Sama i dodała z trudem: - Będę gotowa za pięć minut.
- Nie martw się, poradzę sobie. Doktor Carter wspomniał, że macie sobie
wiele do powiedzenia.
Skinął im sztywno głową i wyszedł, zanim Kate zdołała zaprotestować.
Zamknęła oczy, bezskutecznie usiłując choć przez chwilę przestać myśleć o
Samie. Czuła się, jakby z obu stron osaczyli ją wrogowie, ona zaś nie miała
gdzie uciec.
- Wreszcie sami! - rzekł Jeremy z szerokim uśmiechem. - Wiem, że
jesteÅ› trochÄ™ zaskoczona, a poza tym nie jest to idealne miejsce ani moment,
ale pózniej może porozmawiamy? Poważnie. - Pogładził jej rękę. -
Naprawdę się cieszę, że cię widzę.
- Jeremy, po co tu przyjechałeś? - spytała ostro. - Po co tutaj naprawdę
przyjechałeś?
- Mówiłem przecież, że przywiozłem pacjentkę. Ma bóle w dole brzucha,
spadek ciśnienia krwi, trudne do wyjaśnienia krwawienia. Wszelkie objawy
ciąży pozamacicznej...
- Nie o to pytam i dobrze o tym wiesz. - Tym razem zdołała mu się
oprzeć, gdy próbował ją do siebie przyciągnąć. - Dlaczego przyjechałeś do
Afryki, i to teraz?
Puścił ją z wyrazną niechęcią.
- Wiem, że jesteś zła - powiedział z posępną miną. - Wiem, że to dla [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • modologia.keep.pl
  •